2025.03.02 Whistler, CA (dzień 2)

Jak to w życiu bywa z przyjaciółmi zawsze brakuje czasu żeby się nagadać. Zwłaszcza jak ostatni raz widzieliśmy się ponad 3 miesiące temu. Dlatego dziś jakoś tak nie chciało się wstawać za wcześnie. Ale jak już się wybraliśmy to trzeba było iść na jakiś spacerek do lasu.

Lost Lake (zaginione jezioro) wydawało się być idealną opcją. Szlak na trochę ponad godzinę ale z możliwością pójścia dalej i głębiej w las. Super! Tak więc jako dwie nie narciarki poszłyśmy na spacer.

Zaczęło się super, szeroka trasa pół chodnik, pół trasa rowerowa, prawie spod domu zaprowadziła nas na początek szlaku. A tu zdziwko. Płacić trzeba. Ehh…nie lubie tego. W lecie jest tu normalny szlak, w zimie robią tu narty biegowe i przez to trzeba płacić. Zrobili nam “łaskę” że za pół ceny mogłyśmy wejść. Nadal $5 od osoby trzeba było zapłacić. Hmmm … średnio się to opłaca. Później wynajdywałam dużo innych fajnych tras, dłuższych i nas ładniejsze jeziora.

Obniżkę na wejściówkę dostałyśmy blze względu na brak śniegu. No i rzeczywiście, na trasie w lesie nie wiele go było. Dopiero nad jeziorem poczułyśmy prawdziwą zimę.

Pomimo, że w miasteczku temperatury dość na plusie to jezioro jednak było jeszcze zamrożone. W nocy przymrozki są to pewnie mu pomagają zachowac stan skupienia stały.

Chciałyśmy obejść jezioro wokół tak jak pokazywała aplikacja All Trails ale niestety aby to zrobić musiałyśmy wejść na nartostradę z której to szybko nas przegonili. No cóż grzecznie więc wróciłyśmy na nasz szlak i spowrotem pod domek. To był taki miły spacerek na przewietrzenie mózgu, nie dosyt jednak był więc po zostawieniu raków w domku ruszyłam bardzo okrężną drogą do miasteczka.

Resort narciarski Whistler tak naprawdę składa się z dwóch resortów które się połączyły. Dzięki temu, że zaczynały jako dwa odrębne to sa dwie wioski, Whistler i Blackcomb. My tym razem śpimy w Blackcomb, ale do Whistler prostą drogą mamy ok 10 min więc rzut beretem.

No chyba że się za wiewiórkami goni to jest dalej. Whistler ma też niesamowicie rozwinięte trasy rowerowe po ktorych można spacerować. Cudo. Czyli przez kolejne dni po pracy będę słuchać książek i spacerować. Zdecydowanie jest gdzie.

Póki co dobiegała czwarta po południu a to oznacza, apres-ski. Darek przygotował się wcześniej nie tylko z tras narciarskich ale też wybrał wodopoje….dzis padło na Garibaldi Lift Co. Bar & Grill. Mieliśmy wejść na hamburgera i piwko ale się załapaliśmy na muzykę na żywo i pokaż Icen& Fire (lód i ogień). Takim oto sposobem imprezka się rozkręciła i nawet młodzież się dobrze bawiła pomimo, że ze staruchami.

Pokaz Ice & Fire jest przez całą zimę co niedzielę. Przez ognisty okrąg załoga resortu skacze pokazując swoje umiejętności i dobrze się bawiąc. Do tego muzyka, efekty dźwiękowe i pirotechniczne i zabawa gwarantowana. A na koniec nie może być inaczej…. Sztuczne ognie.

My z Darkiem widzieliśmy to 7 lat temu ale i tak chętnie oglądaliśmy. Byliśmy tylko przekonani, że to w Soboty tylko jest i nawet się martwiliśmy, że się nie złapiemy a tu taka niespodzianka.

Darek jako najbardziej cool wujek na świecie oczywiście do końca był w butach narciarskich i uczył młodzież co to znaczy apres-ski. No i dobrze, niech się uczą od najlepszego.

A jak się zastanawiacie jak po tak intensywnym wieczorze wróciliśmy do domu to pamiętajcie…sowa was zawsze doprowadzi do domu.

Previous
Previous

2025.03.02-07 Whistler, CA (dzień 2-7)

Next
Next

2025.03.01 Seattle, WA (dzień 1)