2025.03.02-07 Whistler, CA (dzień 2-7)

Whistler, największy resort narciarski na kontynencie amerykańskim był odwiedzony przeze mnie trzy razy. Ostatni raz było to 7 lat temu, więc już się wystarczająco za nim stęskniłem. A jest za czym!

Praktycznie nielimitowana ilość i jakość terenów, dobry system wyciągów, cudowne widoki i wioska narciarska w alpejskim stylu gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Zwłaszcza po ostatnim wyjeździe do Utah gdzie trzeba było szukać miejsca na après-ski i na rozrabianie.

Whistler jest tak wielkie, że przez tydzień zaawansowany narciarz będzie miał co robić. Dwie oddzielne góry, trzy wioski narciarskie, niezliczona ilość otwartych terenów, lasów i dużo obszarów, że trzeba pomyśleć jak tu zjechać spokojnie zadowoli nawet wybrednych narciarzy.

Początkujący narciarze niech sobie pozjeżdżają na innych górkach i przyjadą tutaj jak już będą mogli w pełni wykorzystać ten ogrom.

Czy Whistler ma wady? Pewnie, że ma. Kto ich nie ma….

Jedną z nich jest położenie. Wydawało by się, że jest położone idealnie, tak? W przepięknym górzystym terenie Brytyjskiej Kolumbii, nie za wysoko (nie ma problemu z aklimatyzacją), blisko oceanu (dużo śniegu), z dala od wielkich miast (mniej ludzi), niska granica lasu (otwarte tereny)…..

Czy to są wady czy zalety? Zależy jak na to patrzeć.

Po pierwsze położenie. Whistler jest nisko położone. Zaledwie 650 metrów n.p.m. Jest to plus jeśli chodzi o aklimatyzację, ale niestety minus jeśli chodzi o pogodę. W wiosce często pada deszcz albo sypie ciężki i mokry śnieg. Wiadomo, dużo terenów znajduje się znacznie wyżej (2,000m) gdzie jest piękna zima, ale żeby się tam dostać to nieraz można zmoknąć.

Śnieg też nie jest idealny. Dzięki sąsiadującemu obok Oceanu Spokojnemu tutaj dużo sypie. Jakieś 8-10 metrów w sezonie. Śnieg nie jest taki lekki, suchy i puszysty jak np. w Kolorado czy Utah, gdzie góry są otoczone pustyniami. Tutaj często puch jest ciężki i mokry co utrudnia zabawy na nieubijanych trasach.

Whistler został kupiony przez resort narciarski Vail. Co za tym idzie? Ściągnął dużo narciarzy którzy tak jak ja, mają sezonowy bilet do Vail. Dzięki temu jeździsz za darmo w Whistler. Co za tym idzie, dużo ludzi, czyli oczywiście kolejki do wyciągów i na trasach. Na „szczęście” nie mieliśmy puszystych dni, więc nie było tłumów.

Wystarczy tego narzekania. Przecież narciarstwo nie ma żadnych wad, prawda?

Przyjechaliśmy tu na tydzień z naszymi dobrymi znajomymi ze Stanów. Miejmy nadzieję, że warunki i pogoda nam dopisze. Z pogodą bywało różnie. Od deszczu na dole do wspaniałego słoneczka wyżej. Od gęstej mgły do intensywnych opadów śniegu

Jeśli chodzi o wiatr to raczej mieliśmy szczęście. Ogólnie to nie wiało. A może tutaj ostro zawiewać. Przy większym wietrze dla bezpieczeństwa wszystkie górne wyciągi są zamykane i wszyscy muszą jeździć na dole i w tłoku.

Co do jakości śniegu to nie mieliśmy 100% szczęścia. Praktycznie prawie wszystko było otwarte, ale tereny niestety nie były pokryte fajną i grubą warstwą puchu. Przed naszym przyjazdem padał tutaj deszcz. Niestety linia zamarzania była dość wysoko. Prawie w rejonach szczytów. Większość terenów zostało pokryte warstwą mokrego śniegu, która potem zamarzła.

Powstała sporej grubości twarda skorupa, która utrudniała zakręcanie, zwłaszcza na stromych odcinkach. Na trasach ratraki wykonały kawał dobrej roboty i to wszystko zmieliły, natomiast większość terenu jest poza trasami a tam było mniej ciekawie. Bo przecież nie jedziesz w takie góry żeby cały czas po trasach jeździć.

W lasach było troszkę lepiej. Widocznie drzewa ochroniły śnieg przed opadami deszczu. Nadal było twardo, ale znośnie.

Gdzieś w połowie tygodnia przyszedł śnieg. Nie za wiele, jakieś 10cm puszku. Znacznie to poprawiło warunki. Odrazu więcej ludzi pojawiło się w górach. Zwłaszcza lokalnych, spragnionych lepszych warunków. Nie było tak źle i dalej bez większych kolejek można było jeździć.

Przy takich ogromnych terenach ludzie się szybko rozjeżdżają i prawie ich nie widać. Dwa wielkie rejony są popularne w takie dni. Harmony i Symphony.

Potężne doliny z praktycznie niograniczonymi terenami. W wyższych partiach trochę stromiej i skaliście, niżej płaściej i szeroko, a na dole wspaniałe lasy. Można tutaj spędzić cały dzień i się nie nudzić.

Oczywiście są możliwości podchodzenia wyżej i wyszukiwania dodatkowych terenów do unikatowych zjazdów. A dla naprawdę doświadczonych i wiedzących co nieco o zimowych górskich podróżach można wyjść z resortu i udać się w nieznane. Ilość śladów na śniegu pokazuje, że takich śmiałków jest trochę. Musisz być naprawdę świetnie przygotowany i idealnie znać teren. Zimowe podróżowanie po lodowcach nie należy do łatwych i bezpiecznych.

Resort składa się z dwóch gór: Whistler Mountain i Blackcomb i przypomina literę „V”

Połączone są w dwóch miejscach. Na dole mają wspólne bazy i wysoko w górach kolejkę linową Peak2Peak.

Ta kolejka to niezły wyczyn inżynieryjny. Została zbudowana w 2008. Długość to prawie 5km, odcinek bez podpór wynosi 3km. Prędkość to 7m/s, co pozwala pokonać cały odcinek w 12 minut. W najwyższym etapie przejazdu znajdujesz się prawie pół kilometra nad ziemią.

Niektórzy narciarze preferują Whistler a inni Blackcomb. Ja nie mam preferencji. Lubię tam gdzie jest lepszy śnieg i wszystko otwarte. Tu i tu można świetnie pojeździć. Kiedyś to trzeba było zjeżdżać na sam dół żeby zmienić góry. To trwało jakąś godzinę. Teraz kolejką w kilkanaście minut można to zrobić. Można sobie wygodnie usiąść i wykorzystać ten czas na odpoczynek, posiłek czy uzupełnienie płynów.

Tak jak pisałem wcześniej góra Whistler posiada świetne tereny jak Harmony czy Symphony. Blackcomb też ma super rejony jak 7th Heaven czy Blackcomb Glacier.

Wielkie obszary z nielimitowanymi możliwościami. Niestety nie wykorzystaliśmy pełnego potencjału tych rejonów. Na 7th Heaven było za mało śniegu i za twardo. Nie było za wiele przyjemności zjeżdżać zmarzniętymi stromymi ścianami.

Na Blackcomb Glacier jest większy problem. Lodowiec się zmniejsza i niestety ten rejon może być już zamknięty na stałe. Żeby tam się dostać trzeba wyjechać orczykiem który niestety jest zamknięty. Lodowiec się skurczył i powstały wielkie szczeliny, które są za duże i niebezpieczne.

Część ludzi podchodzi do góry (jakieś 45 minut) i zjeżdża z drugiej strony lodowca. Nawet myśleliśmy o tym, ale po rozmowie z patrolem zrezygnowaliśmy z pomysłu. Mówił, że spacerek do góry jest ok ale zjazd z drugiej strony nie jest taki idealny jak był lata temu (siedem lat temu tam jeździłem). Lodowiec się skurczył i wyjście na niego już nie jest takie łatwe. Po drugie jest mało śniegu i jest gruba skorupa co niestety nie daje dużo przyjemności z jazdy. Miejmy nadzieję, że za parę lat jak znowu odwiedzę te rejony będzie znacznie lepiej ze śniegiem.

Oczywiście jest wiele innych terenów, które staraliśmy się często odwiedzać. Przy złej pogodzie czy nie najlepszej widoczności polecam rejon Crystal Ridge. Wiele długich niebieskich tras do carvingu, czy czarnych do lepszej zabawy jak ci jest zimno.

Tak jak pisałem wcześniej, jest tu gdzie jeździć. Dobry narciarz na pewno przez tydzień nie będzie się nudził. Warunkiem idealnej zabawy jest niestety dobra i śnieżna zima. Mieliśmy ok zimę, ale mógł by być lepszy śnieg. Miejmy nadzieję, że następnym razem spadnie jakiś metr śniegu i będzie super zabawa.

Oczywiście ostry śnieg zaczął sypać w dniu wyjazdu. Sypało ostro, nawet na dole sypał śnieg a nie padał deszcz. W ciągu 48 godzin spadło go 1.20 metra! Szkoda, że musieliśmy wyjeżdżać bo zapowiadały się cudowne warunki.

Ponoć kolejki do wyciągów robiły się strasznie długie. Ludzie pisali, że nawet i godzinę stali żeby wyjechać w góry. Czyli dużo śniegu też nie dobrze. Ach ci narciarze, ciężko im dogodzić…

Next
Next

2025.03.02 Whistler, CA (dzień 2)